Ciemne wnętrze, ciemne ławy, chyba jakiś sąd. Ktoś orzekł moją winę, więc wstałam, żeby oddać cześć ofiarom. Inni też wstali. Wiedziałam, że zaraz nastąpi egzekucja. Zamknęłam oczy, poczułam się jakbym zapadała w sen. Pomyślałam: umieram. Ciekawe co teraz będzie. I białe światło, otworzyłam oczy. Obudziłam się we własnym łóżku.
Zadzwonił telefon. Udało się załatwić sprawę. Wyszłam z domu i kupiłam karimatę i łyżelec (albo niezbędnik, żeby nie powiedzieć spork). Pojechałam na dworzec kupić bilety. Przez ponad 30 minut stałam, żeby dowiedzieć się o awarii terminala. Proszę wypłacić pieniądze w bankomacie. Ale ja tu półgodziny czekam, nie chcę się ustawiać drugi raz, żeby nie z mojej winy czekać. To Pani przyjdzie bez kolejki. Następnie bankomat – awaria. Inny bankomat, dużo dalej. Kupuję bilet. Zły.
Brak powiązanych notek.
Koszmar podróżnika poczciwego :P (i polskiego)