
Czytam właśnie „Dopóki mamy twarze” C.S. Lewisa i wsiąkłam w książkę jak kiedyś w „Opowieści…”. Nie wiem na czym polega ta magia, ale czytając czuję się właśnie jak pod parasolką. Tak było, gdy jako mała dziewczynka z wypiekami na twarzy czytałam Narnię i tak jest znów teraz. Mogę to znowu odczuć.
Parasolka pod którą idziemy chroni przed rzeczywistością, a właściwie to przed tym, co w rzeczywistości nieprzyjemne. Przed deszczem, śniegiem, które mogłyby mnie przemoczyć i wywołać chorobę.
A jednocześnie parasolka-książka pozwala oglądać rzeczywistość z bliska i dokładnie, w poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego pasuje tu ten cytat i obrazek przedstawiający fauna i dziewczynkę idących przez zaśnieżony las z parasolem i paczkami.
Śnieg wokół wycisza wszystkie odgłosy, słychać tylko skrzypienie śniegu pod stopami…
Brak powiązanych notek.
A ja bym nie porównywała „Opowieści z Narni” i „Dopóki mamy twarze”. Czytając tę ostatnią książkę nie mogłam się nadziwić, że to tego samego autora. Nie mówię, że złe- przeciwnie, też dobre, ale zupełnie inne, jak dla mnie.
Dobrze, że możesz się tak poczuć.
„Mam parasol, który chroni mnie przed nocą…” :)
Właściwie to książek nie porównuję, tylko moje przeżycia podczas czytania. Jeszcze nie skończyłam, ale póki co wydaje mi się prawdopodobne, że to ten sam autor ;)
Chciałabym doprecyzować, że mówiąc „A ja bym nie porównywała…” mam na myśli wyłącznie to, że ja osobiście bym nie porównywała, a nie, że to odradzam Tobie lub komukolwiek ;)
Tak czy siak- autor geniuszem jest! :)
a ja nadal porównuję obie książki do parasolek, nie porównując ich między sobą :] więc zgadzam się z Tobą w „bym nie porównywała”. Porównam jak skończę :p